Szkoła w przedszkolu, czy przedszkole w szkole? O co chodzi w pasłęckiej oświacie

Krzysztof Kopański. Opublikowano w Samorząd Miejski | 971 odsłon.

IMG 20170910 180440Już chyba każdy obywatel naszego kraju wie, na czym polega wdrożona od września bieżącego roku reforma oświatowa. Tytułem wyjaśnienia rzucę jedynie hasłowo, że polega ona na likwidacji gimnazjów, przywróceniu ośmioletniej szkoły podstawowej, czteroletnich liceów i pięcioletnich techników. Oczywiście zmienia się również podstawa programowa, czyli zakres wiedzy, jaki uczeń musi opanować na danym poziomie kształcenia.

Szkoły podstawowe prowadziły  i prowadzą wychowanie przedszkolne w tzw. „zerówkach”.

Dodatkowo w każdej szkole powstały oddziały przedszkolne dla maluchów w wieku 3-5 lat. Wychowanie przedszkolne trwa w nich  5 godzin dziennie i kosztuje  rodzica 1 zł za godzinę.

Koszty przygotowania i prowadzenia oddziałów przedszkolnych są bardzo duże. Sale, zaplecze (toalety) muszą być dostosowane dla maluchów.  Do tego potrzebna jest profesjonalna kadra wychowania przedszkolnego.

Poza tym przedszkole i szkoła to zupełnie różne od siebie placówki pod względem kierunków wychowawczych, edukacyjnych i organizacyjnych. Maluchy się bawią, śpią leżakują i żyją zupełnie innym rytmem. Trwałe umiejscowienie ich w szkole, naraża ją na stopniowy proces skoszarowania uczniów, którzy muszą być podporządkowani „przedszkolnemu drylowi”. Przykładem jest zakaz swobody przemieszczania się uczniów po szkole, wyłączanie części obiektu, w tym też dzwonków szkolnych, bo przeszkadzają w śnie maluchom, to proste przykłady na takie właśnie ograniczenia.

Do kuriozum doszła sytuacja w Szkole Podstawowej nr 2 w Pasłęku. Postulowana przeze mnie inwestycja dobudowy skrzydła zaplecza kuchennego wraz z salami edukacyjnymi dla „zerówek” ukończona w lipcu 2017r. została zajęta przez dwa oddziały przedszkolne dla maluchów i jedną klasę „zerówki”. Natomiast druga klasa zerówki (czytaj: gorsza) pozostała w budynku filialnym po dawnym POK, choć w założeniu po inwestycji za blisko 3,6 mln zł miały tu już nie funkcjonować „zerówki”. Aż chciało by się krzyknąć po klasyku:.. nie o takom szkołę walczyłem. Rodzice skarżą się na sposób, w jaki zostali potraktowani oni i ich dzieci. I mają słuszną rację.  Tym bardziej, że maluszki do przedszkola są zwożone z poza rejonu szkoły. Można zatem było urządzić tylko jeden oddział  dla przedszkolaków  z rejonu  i wszyscy z zerówek, by się pomieścili w nowym obiekcie.

Dyrektor SP 2 Grażyna Lewandowska zdaje się bagatelizować sprawę. Ważniejsza dla niej była własna nominacja na kolejną kadencję i chęć przypodobania się burmistrzowi Śniecikowskiemu niż zrównoważone dobro dzieci objętych obowiązkowym rocznym przygotowaniem przedszkolnym (tzw.zerówka). Przy okazji z niesmakiem wspominam nietakty popełnione z jej strony podczas inauguracji roku szkolnego. Tu Pani Dyrektor przydałaby się krótki kurs z umiejętności publicznego witania zaproszonych gości. Dodam tylko, że wymuszone oklaski dla każdego z osobna  dyrektora, kierownika z jednostek organizacyjnych gminy i sołtysów  trwały blisko 10 minut i były zupełnie niepotrzebne. Jeżeli już miałbym porównywać inne imprezy, to z ogromnym taktem  powitano zaproszonych gości na 720- leciu na parkingu przy ul. Ogrodowej, czy na dożynkach powiatowych w Zielonce Pasłęckiej. No cóż, uczyć się należy przez całe życie.

Ale wracając do tematu, przypomnieć Pasłęczanom należy, że parę lat temu  miasto sprzedało budynek przedszkola przy ul. Bohaterów Westerplatte (obecnie m.in. NEONET), a teraz brakuje  nam miejsca dla przedszkolaków. Burmistrz Śniecikowski razem z ówczesnym radnym H. Żukowskim zlikwidowali Szkołę Podstawową w Rzecznej, która w formule ośmioklasowej z oddziałem przedszkolaków przetrwałaby bez problemu nie jedną reformę oświatową, a maluchy nie musiałyby być„ciągane” do odległej pasłęckiej SP2. 

Poza tym urządzanie w każdej ze szkół przedszkola to koszty.  Co innego szkoły wiejskie, gdzie połączenie szkoły i przedszkola jest wręcz wskazane,  ale w mieście , gdzie moźliwości są dużo większe i funkcjonują profesjonalne przedszkola temat ten można zupełnie inaczej rozwiązać. Tymczasem statystyki mówią, że  znów nas w gminie ubyło o blisko 200 osób. Również ubywa dzieci w  szkołach. Maleje średnia  liczba uczniów w klasie/oddziale. O dziwo liczba nauczycieli nie maleje. Z danych wynika, że w roku  szkolnym 2008/2009 uczniów było 2111 i uczyło ich 193 nauczycieli, a obecnie uczniów mamy 1801, a uczy ich 185 nauczycieli.  Wynika z tego że uczniów ubyło 300, a nauczycieli 8.

Budynki szkolne są w dobrym stanie technicznym i odpowiednio doposażone i tylko wyników brak. Ostatnie wyniki testów gimnazjalnych w Pasłęku wypadły bardzo źle i są poniżej wszystkich średnich. Ale skoro na sesji Rady Miejskiej w Pasłęku w dniu 20 października z ust radnego i zarazem przewodniczącego komisji oświatowej Mariana Matuszczaka słyszę, że winni są rodzice, bo za mało pracują z dziećmi, to ręce opadają.

Dodam, że żaden z dyrektorów szkół obecnych na sesji nie odważył się zabrać głosu, a to o czym świadczy.

Powiem tylko tyle i aż tyle, że gdyby nie praca rodziców ze swoimi dziećmi, to szkoła nie zrealizowałaby nawet połowy podstawy programowej, czyli tego, co powinna, a dyrektorzy szkół, jeśli będą się zajmować przysłowiowymi  kocykami dla przedszkolaków, to w niedalekiej perspektywie czeka nas totalna degrengolada w szkolnictwie podstawowym.

Warto się więc zastanowić: co jest najważniejsze i zacząć pracę od podstaw, a dyrektorzy szkół powinni trzymać się z dala od lokalnej polityki, tylko pilnować organizacji podległych im placówek i poziomu kształcenia.

  

Komentarze  

+5 #6 patologia 2017-11-07 09:04
Ta i inne sytuacje wskazują, że w szkołach po każdej kadencji powinien być ogłaszany konkurs na stanowisku dyrektora szkoły. W Pasłęku burmistrz skutecznie podporządkował sobie szkoły w zamian nie ogłasza konkursów na dyrektora szkoły, tylko wciąż są ci sami dyrektorzy. Pozostała kadra nauczycielska, choćby była najlepsza, nigdy nie będzie miała szans na awans. Ot patologia.
Cytować
+2 #5 rodzic 2017-11-03 11:53
W pasłęckich szkołach dzieciaki wiecznie mają wolne. Teraz też nie chodzą do szkoły. Później trzeba nadrobić materiał i efekt to bardzo niskie wyniki nauczania. Nauczyciele zadają do domu za dużo, dzieci sobie nie radzą, a rodzice muszą pomagać w lekcjach. Też bym tak chciał nie chodzić do pracy i żeby ktoś za mnie odwalał robotę.
Cytować
+3 #4 Karol 2017-10-31 20:57
Przepraszam, to ja się pomyliłem. W poprzednim komentarzu policzyłem ilość uczniów w przeliczeniu na nauczyciela, nie odwrotnie. Czyli wszystko jest w porządku.
Cytować
+2 #3 Karol 2017-10-31 19:35
W jednym miejscu wprowadza Pan w błąd.
Wcześniej było 2111/193=10,94 nauczyciela w przeliczeniu na ucznia, a teraz jest 1801/185=9,74 nauczyciela w przeliczeniu na ucznia. Czyli biorąc pod uwagę proporcje, nauczycieli ubywa szybciej niż uczniów. Nie znaczy to oczywiście, że nauczycieli nie jest za dużo. Niestety Pańska argumentacja nic na ten temat nie mówi, a jedynie wprowadza w błąd.
Cytować
+6 #2 kora 2017-10-24 10:49
:sad: To dla jednej klasy ogrzewa się cały budynek ?????
Mozna było wszystkie maleństwa umieścić w małej trójce na listopada i problem byłby rozwiązany
Cytować
+5 #1 Mama 5-latka 2017-10-24 05:58
W nowej części nie ma żadnej zerówki! Są 3-latki, 4-latki i 5-łatki. Wg reformy 5-latki to nie jest zerówka. Zdrówka została w starym budynku.
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież